Coś się zaczyna coś się kończy. Moja historia w obecnym miejscu się kończy.
Dlaczego? Nie ważne, ważne że mogę zacząć nowy start.
Trochę się boję.
Boję się, że mogę nie dać rady poradzić sobie z rzeczywistością.
Ale jest światełko w tunelu.
Tylko trzeba chcieć... A nie bać się.
Zamknij oczy.
Uwierz w siebie.
Dasz radę.
Znajdź w sobie pewność siebie.
.
.
.
Ale chyba najtrudniej zrobić jest ten pierwszy krok.
Napisać, zadzwonić, powiedzieć.
What's wrong with me?
Otaczam się pięknem.
Nie myślę o tym co było tylko o tym co jest.
Potrzebuję chwilowej zmiany.
Wyjechać tylko na chwilę.
Mam dość tych ścian.
Stworzenie czegoś z niczego jest najtrudniejsze.
Myślę, że daję radę.
Może potrzebuję jakiejś fizycznej zmiany?
To mi pomorze ogarnąć ten nieład w mojej głowie.
Zmienić kolor. Ściąć włosy.
Coś zmienię.
środa, 22 marca 2017
poniedziałek, 6 marca 2017
Ból istanienia
Rzadko tu zaglądam..
Nie mam czasu
Weny
Sił na tworzenie czegokolwiek.
Mój dzień wygląda tak samo: wstaję, idę do pracy, wracam z pracy, idę spać. Po prostu żyję monotonią.
Co raz większa chęć rzucenia wszystkiego i zacząć robić wszystko na przekór wszystkiemu.
Brakuje mi cichego piękna, które otaczało moją duszę.
Nawet dzień zaczyna być drażniący, może dlatego wolę w nocy siedzieć przy zapalonych światełkach. Delikatnie rozświetlają pomieszczenie i dają melancholijne uczucie relaksu.
Nie jestem sobą. Jestem zamknięta w masie, które nazywa się ciałem. Nie mam możliwości ucieczki od tego gdzie jestem. Zawsze ktoś jest. Brak możliwości romansu z myślami.
Brak czasu. Czas, tu gdzie jestem go nie ma. Uciec chce od tego. Daleko. Gdzie czas się nie liczy. Nie ma tych cyfr w kole i strzałeczek wskazujących daną liczbę.
Przemijam. Nim się obejrzę będę mieć dziecko, męża i poczucie pustki, że moje życie było tylko jedną prostą linią.
Brakuje mi sztuki. Artyzmu. Delikatności. Emocji.
Moje życie składa się z pracy. Nie mam możliwości wyrażania siebie.
Potrzebuję własnego kąta. Pracowni. Bym mogła zamykać się na wiele godzin i tworzyć.
Tumblr. Strona z obrazkami. Czasem pięknymi, wyrażającymi więcej niż Raffaello. Tam uciekam. Choć i tak wszyscy myślą, że to strona dla emo gimbów.
Zdjęcia. Kocham je. Robić. Patrzeć. Podziwiać. Oglądać. Tylko czemu ich nie robię? A no tak. Nie mam możliwości by wyjść i wrócić nie wiadomo kiedy. Praca.
Praca. Jest po to byś miał za co żyć. I na tym się kończy. Marzeniem sennym jest pracować i robić to co się kocha. Trzeba zaryzykować. Postawić wszystko na jedną kartę. Albo wygrasz. Albo przegrasz.
Umieram sama w sobie, myśląc że jestem szczęśliwa.
Chce stworzyć portfolio, ale to wymaga pracy i czasu. Miejsca bym mogła je w spokoju stworzyć. Narzędzi.
Chce tworzyć piękno. Moje osobiste piękno. Nie zrozumiałe dla wielu.
Nie mam czasu
Weny
Sił na tworzenie czegokolwiek.
Mój dzień wygląda tak samo: wstaję, idę do pracy, wracam z pracy, idę spać. Po prostu żyję monotonią.
Co raz większa chęć rzucenia wszystkiego i zacząć robić wszystko na przekór wszystkiemu.
Brakuje mi cichego piękna, które otaczało moją duszę.
Nawet dzień zaczyna być drażniący, może dlatego wolę w nocy siedzieć przy zapalonych światełkach. Delikatnie rozświetlają pomieszczenie i dają melancholijne uczucie relaksu.
Nie jestem sobą. Jestem zamknięta w masie, które nazywa się ciałem. Nie mam możliwości ucieczki od tego gdzie jestem. Zawsze ktoś jest. Brak możliwości romansu z myślami.
Brak czasu. Czas, tu gdzie jestem go nie ma. Uciec chce od tego. Daleko. Gdzie czas się nie liczy. Nie ma tych cyfr w kole i strzałeczek wskazujących daną liczbę.
Przemijam. Nim się obejrzę będę mieć dziecko, męża i poczucie pustki, że moje życie było tylko jedną prostą linią.
Brakuje mi sztuki. Artyzmu. Delikatności. Emocji.
Moje życie składa się z pracy. Nie mam możliwości wyrażania siebie.
Potrzebuję własnego kąta. Pracowni. Bym mogła zamykać się na wiele godzin i tworzyć.
Tumblr. Strona z obrazkami. Czasem pięknymi, wyrażającymi więcej niż Raffaello. Tam uciekam. Choć i tak wszyscy myślą, że to strona dla emo gimbów.
Zdjęcia. Kocham je. Robić. Patrzeć. Podziwiać. Oglądać. Tylko czemu ich nie robię? A no tak. Nie mam możliwości by wyjść i wrócić nie wiadomo kiedy. Praca.
Praca. Jest po to byś miał za co żyć. I na tym się kończy. Marzeniem sennym jest pracować i robić to co się kocha. Trzeba zaryzykować. Postawić wszystko na jedną kartę. Albo wygrasz. Albo przegrasz.
Umieram sama w sobie, myśląc że jestem szczęśliwa.
Chce stworzyć portfolio, ale to wymaga pracy i czasu. Miejsca bym mogła je w spokoju stworzyć. Narzędzi.
Chce tworzyć piękno. Moje osobiste piękno. Nie zrozumiałe dla wielu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

