piątek, 6 stycznia 2017

Moje włosomaniactwo

Dziś będzie trochę o włosach, a nawet więcej bo opowiem jak zabiłam moje włosy by później doprowadzić je do stanu obecnego. ;)




Zacznę od początku, farbować włosy zaczęłam w momencie rozpoczęcia technikum (grzywki, którą zaczęłam farbować już w okresie gimnazjum nie liczę), normalnymi drogeryjnymi farbami. Najpierw na czerwono później stwierdziłam, że chce mieć rude. Bez rozjaśniania po prostu na czerwone włosy nakładałam rudą farbę i co miesiąc chodziłam do fryzjera je podcinać. Przez ok 2 lata miałam włosy do ramion mocno wycieniowane z grzyweczką, więc jak włosy odrosły miałam dosłownie garnek na głowie. Jeśli chodzi o kondycje było całkiem spoko, częste podcinanie końcówek sprawiało, że włosy źle nie wyglądały, a nawet lekko przypominały lwią grzywę. Oglądając zdjęcia wydaje mi się, ze wtedy miałam lekko przesuszone przez farbę. Co miesiąc w końcu były farbowane bodajże farbami Palette - jedne z najgorszych farb ever! Oraz Syoos, chyba.

Tutaj jeszcze miałam długie włosy. Rok nosiłam czerwień na głowie
Wrzesień 2013r. Ahhh te piórka.
 Lutym 2015 roku, na ferie zimowe postanowiłam zaszaleć i zrobić niebieskie włosy. To był błąd . Poszłam do "najlepszego" fryzjera w mieście zapłaciłam miliony monet, a wyszłam z kupą na głowie. Dosłownie, zamiast niebieskich były one o zgniłym zielonym kolorze. Co w zamian usłyszałam: "Musi pani przyjść za dwa tygodnie na kolejne rozjaśnianie wtedy na pewno chwyci kolor" Podziękowałam. Do tego miałam tak popalone włosy, że jeśli nie użyłam żadnej odżywki to włosy były suche i trzeszczały.... Choć czasem sama odżywka nie dawała rady.

Zaraz po wyjściu od fryzjera selfie musi być, niestety nie mam zdjęcia bez filtrów...Ale może i dobrze, bo faktycznie były one zielone.  Na końcówkach widać, że farba nie chwyciła.

 Pod koniec ferii nie wytrzymałam i umówiłam się z moją koleżanką fryzjerką na ściąganie tej farby i wrócenie do rudości. Kupiłyśmy potrzebny sprzęt i zaczęłyśmy działać. Zielony trzymał się tak kurczowo, że przez 3 miesiące nie szło się go pozbyć, co wiązało się z co miesięcznym rozjaśnianiem i farbowaniem. Moje włosy były jednym słowem: SIANEM!


Miesiąc po akcji schodzenie z niebieskiego... Wtedy miałam fazę na loki i spałam w mokrych włosach z warkoczykami na głowie. Dramat.



 W wakacje, 2015 roku postanowiłam zapuszczać włosy by wyrównać moje cieniowanie, od tamtej pory zaczęła się zabawa. Buszowanie na necie w poszukiwaniu jakiś porad na odbudowę itp. Używałam w tamtym okresie szamponu Bambi (kultowa kaczucha ) z polecenia przyjaciółki, odżywki keratynowej z Syoos, która sprawiła że moje włosy nabrały blasku do czasu. Wcierki Jantar no i domowej roboty maski jajko+miód+oliwa z oliwek. Włosy nabrały blasku, przestały być siankiem i dobrze się układały.


Tak się prezentowały w czerwcu 2015r. nie wyglądają AŻ tak źle. Naturalnie mam proste włosy, a tu? Końcówki wykręcone w każdą możliwą stronę.

 Nadszedł okres studniówkowy, więc jak każda dziewczyna również chciałam wyglądać jak księżniczka. Postanowiłam zrobić sobie rude ombre, w razie czego zawsze można blond ściąć, prawda? Powiem tak, rozjaśnianie zniosły godnie i na studniówce wyglądały pięknie, ale z czasem końcówki zaczęły się kruszyć przez co wyglądało to jakby pijany fryzjer próbował mi podciąć końcówki.


Wiem, że jakość i wielkość beznadziejna ale mniej więcej widać jak one wyglądały kilka miesięcy po studniówce, kruszyły się nie miłosiernie przez co strasznie wyglądały.

W maju 2016r. wyrównałam końcówki, czyli poszło ok. 5-8cm włosów i nie ruszałam ich do końca matur. Wtedy po pięciomiesięcznej przerwie od chemicznych zabiegów pierwszy raz zafarbowałam drogeryjną farbą na całą długość. Włosy godnie to zniosły nie robiły już problemów, aczkolwiek były lekko suche ale nie było tragedii.


W kwietniu również zmieniłam produkty w pielęgnacji, zamiast odżywki z syoos kupiłam odżywkę z Garnier Masło Karite i awokado i olejek z Marion dzika róża i migdały. Kolejne farbowanie zrobiłam na początku sierpnia, wciąż stosując tą pielęgnacje. Jedynie zmieniłam szampon, zamiast szamponu z kaczuszką kupiłam Garnier Fructis Goodbye Damage. Wiem, szampon z kupą silikonów ale ze względu na to, że na okres wakacji przeprowadziłam się nad morze wolałam zabezpieczyć je przed czynnikami zewnętrznymi. I tak były już w lepszym stanie niż zwykle i wbrew pozorom ten szampon chyba trochę pomógł moim włosom. Podcięłam je dopiero w połowie września, ale niestety nie długo później zachorowałam i musiałam brać antybiotyk, po którym moje włosy zaczęły bardzo mocno wypadać i się kruszyć, ale po miesiącu doszły do siebie. Zafarbowałam kolejny raz przed świętami Bożego Narodzenia ze względu na to, że chciałam wyrównać kolor odrostów z resztą włosów bym mogła zacząć farbować włosy henną Khadi.


Styczeń 2017. Jak widać, są gęste, RÓWNE- nie ma zębów i jedynie z czym się zmagam to z końcówkami.... Lubią się przesuszać.
A teraz o pielęgnacji jaką teraz stosuję dzięki czemu moje włosy wyglądają należycie.
Myję włosy metodą OMO, na początku nie umiałam się do tego przyzwyczaić, ale z czasem moje włosy stały się jeszcze miększe i błyszczące. Nawet wtedy kiedy zapomnę, o którymś O bo się spieszę do pracy.
Czego teraz używam:

Szampon
* Szampon na rumiankowy z Green Pharmacy

Odżywka
* Garnier Masło Karite    - emolientowa

Maski
* KALLOS ALOE  - maska humektanowa
*KALLOS BLUEBERRY  - maska emolientowa
* Syoos Repair Therapy - maska proteionowa

Olej
Marion dzika róża i migdały
* masło shea 

Wcierki
* Farmona Jantar
* Napar z pokrzywy od czasu do czasu

Wiem, bardzo mało jest tego, ale dopiero od dwóch może trzech miesięcy zaczęłam się bardziej zagłębiać i kolekcjonować kosmetyki, ale jak widać mając tak niewiele dałam radę zrobić tak wiele dla moich włosów. Już mam plan zakupowy, więc do kolekcji jeszcze dojdzie kilka kosmetyków pielęgnacyjnych. Postaram się robić update co pół roku by mieć porównanie co udało mi się zdziałać.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz